Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
~Rozdział VIII~
Opowiadanie



MENU:

Strona Główna
Dodaj do Ulubionych



KSIĘGA GOŚCI [3] :

Ksiega Gości
Dodaj do Księgi


O mnie:
Kilka słów o mnie:
Mam na imię Adam,
lubię anime BLEACH, Hellsing i Naruto,
lubię surfować po necie,
grać w RTS-y i słuchać muzyki ;)
Mój nr gg: 4845536


Jesteś 12901 gościem na moim blogu


Linki:




Ulubieni




Było i minęło...
2011
Październik
Czerwiec
Maj
Kwiecień
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Luty
Styczeń






Lay & HTML by Magda.
Grafika by DeviantArt.
Powered by Blog4u.

~Rozdział VIII~

ROZDZIAŁ VIII

Słońce drugi raz wyłoniło się zza horyzontu na wschodzie, od momentu przybycia Dealara lorda Vendox'a. Całe trzy miriady Generała Algheba Stały już w gotowości przed murami zamku Fobosa. Trzej dowódcy jechali konno ku bramie, odziani w swój wojenny ekwipunek.
Generał Algheb odziany w kolczugę naciągniętą na błękitny mundur, wyglądała jakby zakładał ją tylko na pokaz, a nie by chroniła jego ciało. U pasa zwisał mu przyozdobiony starannymi żłobieniami zakrzywiony miecz, wyglądający jak arabski sejmitar. Niektórzy sądzili, że była to magiczna broń, przynosząca zwycięstwo swemu właścicielowi, lecz była to tylko niepotwierdzona plotka, których krążyło wówczas sporo.
Hans Grieg jechał po prawej stronie generała, ubrany podobnie, bo także nosił kolczugę pod którą zawsze w bój zakładał skórzana zbroje. Był lepiej zbudowany od Algheba, co sprawiało, iż taki wybór opancerzenia, nie był zły. Był także wyższy kilka centymetrów od swego przełożonego. U pasa przytroczony nosił srebrny miecz, nie stalowy czy żelazny, lecz srebrny. Nikt nie wiedział dlaczego akurat wybrał broń zrobioną z tego metalu, ale wśród jego podkomendnych krążyło wiele spekulacji na ten temat.
Gaston Ure jechał po lewej stronie Algheba. Nosił czarną jak noc płytową zbroje, bez hełmu, a używał, co było niepojęte dla innych dowódców, kilku broni naraz, zupełnie jak jego podkomendni. Na plecach nosił długi dwuręczny miecz oraz kołczan ze strzałami, oraz łuk, zaś u pasa nosił lekki jednoręczny miecz. To nie był koniec jego ekwipunku, jego rumak nosił jeszcze tarcze i zestaw dwóch mieczy półtora ręcznych. Najdziwniejsze było to, że potrafił użyć każdej z tych broni jakby był w tym szkolony od dziecka.
Mury były już obsadzone łucznikami. Fobos stał pośród nich.
Jeźdźcy dotarli pod bramę.
-Fobosie!- Zawołał Algheb- Masz ostatnią szanse!
-Nic z tego głupcy!- Krzyknął Fobos z góry.
Trzej wojskowi skinęli na siebie porozumiewawczo, po czym oddalili się wracając się do swych oddziałów. Część oficjalną mieli za sobą.
-Jakie rozkazy Generale?- Zapytał Ure.
-Ostrzelać zamek- Polecił beznamiętnie.
-Tak jest- Rzucił Ure i pognał w kierunku stanowisk artylerii.
Algheb brał pod uwagę możliwość zdobycia twierdzy siłą, dlatego zabrał ze sobą jeden z najlepszych korpusów inżynieryjnych, które po dotarciu w okolice miejsca bitwy zaczęły konstruować machiny oblężnicze, takie jak katapulty.
Pięć drewnianych konstrukcji zbliżyło się do pierwszych szeregów stojącej w gotowości armii, by po chwili obsługa tych machin zaczęła mozolny załadunek. Na pierwszą salwę nie trzeba było długo czekać. Mięć sporych kamiennych pocisków wzbiło się w niebo i lotem parabolicznym spadły na zamek. Pierwsze dwa wpadły do fosy, jeden uderzył w bramę a dwa ostatnie skończyły swój lot na zamkowym placu. Korygowanie dalmierza, ponowny załadunek i następna salwa. Tym razem pociski były celniejsze. Jeden zawalił basztę, co i tak niewiele dawało, gdyż znajdowała się na uboczu i niebyła nawet obsadzona. Inny wybił dziurę w ścianie jednej z zamkowych budowli i z łoskotem wpadł do sali wewnątrz. Jeszcze inny wbił się w mur i posłał w powietrze kilkunastu łuczników.
Nim wystrzelono kolejną salwę, padł rozkaz do ataku. Grieg i Ure zajęli miejsca na skrzydłach armii i równo dając polecenie rozpoczęcia szturmu, ruszyli konno na czele swych oddziałów. Do boju ruszyło po dwa tysiące zbrojnych na skrzydłach i trzy środkiem. Gdy dotarli do zamkowej fosy, łucznicy Fobosa rozpoczęli ostrzał. Fosa nie była głęboka, każdy ze szturmowców mógł bez problemu przekroczyć ją bez większych nakładów sił, jednak gdy na powierzchni wody zaczęły unosić się trupy zabitych, przeszkoda ta stawała się coraz trudniejsza do przebycia. W pewnym momencie Fobos wydał polecenie otwarcia bramy, co było zaskoczeniem dla wszystkich ludzi biorących udział w natarciu.
Na przeciw atakującym zaczęli wybiegać strażnicy, których Fobos miał pod swą komendą. Było ich niewielu, nawet nie setka. Nacierające oddziały z centralnej grupy szturmowej, przeprawiły się przez fosę, zaraz za nimi pojawili się inżynierowie, którzy naciągnęli na fosę drewnianą kładkę, która miała pełnić rolę trapu, ułatwiając przeprawę następnym oddziałom. Strażnicy ustawili się przed brama i stając jeden obok drugiego utworzyli mur z tarcz, coś na wzór macedońskiej falangi, jednak było ich zbyt mało by coś takiego mogło powstrzymać natarcie.
Zbrojni biegnący w pierwszej lini samą siłą rozpędu rozbili stworzony przez obrońców mur i wdarli się miedzy nich. Teraz o wyniku potyczki miało dysponować wyszkolenie. Niedobitki oddziału kontaktowego wycofały się na zamkowy plac. Tam czekał oddział łuczników ustawiony w dwuszeregu na przeciw bramy, z łukami przygotowanymi do strzału. Gdy tylko atakujący wbiegli w bramę, ci puścili strzały, przerabiając nieszczęśników w jerze. Nim łucznicy zdążyli sięgnąć po następne strzały, kolejni zbrojni wdarli się na plac.
Wtedy Fobos za inkantował jakieś zaklęcie i cała zamkowa fosa stanęła w płomieniach, odcinając walczących od pozostałych zbrojnych. Łucznicy z murów szybko wykończyli atakujących, znajdujących się między murem, a fosą. Zamknięto bramę, a ogień trawiący zwłoki i trapy na fosie powoli dogasał.
Oddziały, które nie przebyły fosy cofnęły się z powrotem na linię wojsk. Pierwsze natarcie zostało odparte. Teraz trzeba było uzupełnić straty po obu stronach.
Nie minęło dziesięć minut, gdy generał ponownie zarządził natarcie. Kolejne siedem tysięcy zbrojnych ruszyło z szarżą, a na ich czele ponownie Grieg i Ure.
Nie dobiegli jeszcze do fosy, gdy zauważyli, że brama ponownie się otwiera. Tym razem jednak nie wybiegli przez nią strażnicy lecz coś innego. Najpierw czarni żołnierze Vendox'a, a za nimi coś jeszcze innego. Istoty przypominające wilki wielkości samochodu osobowego oraz wielkie jak dom istoty wyglądające jak golemy. Czego się spodziewać? Fobos lubił egzotyczne zwierzątka.
Algheb spodziewał się takiej ewentualności i doskonale wiedział, że jego ludzie poradzą sobie z tą garstką, bez wątpienia, magicznych istot. Rozkazał ruszyć kolejnej fali. Posłał do piekła kolejne siedem tysięcy swoich ludzi.
Miedzy fosą a murami zamku rozgrywały się iście dantejskie sceny. Owa garstka istot potrafiła przeważyć szale zwycięstwa na stronę Fobosa, choć w jego oczach pełniły tylko rolę psychologiczną. Miały przekonać ludzi Algheba, że nie mają szans na odniesienie zwycięstwa, a brutalne sceny mordu jakie rozgrywały się na oczach wszystkich nadbiegających, naprawdę potrafiły złamać wolę walki w każdym, nawet najodważniejszym z żołnierzy.
Tylko obecność Griega i Ure utrzymywały morale walczących na dość wysokim poziomie, by całe natarcie nie rozpierzchło się w popłochu, jednak oni nie walczyli w pierwszej lini. To był błąd. Po kilkunastu minutach chaotycznej walki w zwarciu, pierwsza linia natarcia załamała się. Atakujący zaczęli uciekać wpadając pod nogi kolegom nacierającym za nimi. Nie trwało to długo nim wszyscy zaczęli wycofywać się za fosę, mimo wykrzykiwanych poleceń oficerów, by zawrócić i podjąć walkę. Algheb ruszył z kolejnym szturmem biorąc z sobą dwa oddziały elitarnych gwardzistów.
Rozkazał ustawić się zaraz za fosą i nie przepuszczać nikogo kto chciałby uciec z pola bitwy. Zbrojni zastawili drogę uciekającym na całej długości fosy. Przesłanie było jasne, giniesz w walce z wrogiem lub od swoich.
Siły nieprzyjaciela powoli zaczęły spychać atakujących na linię Generała.
Wtedy pojawił się Ure i prowadząc swą chorągiew wyjechał wrogowi na przeciw. Grieg poszedł w jego ślady i polecił swoim podwładnym atakować. Wymachiwał swym srebrnym mieczem, który połyskiwał w świetle słonecznym. Wyglądał jakby miał jakąś wielką moc, której Grieg zamierzał użyć w walce. Morale walczących podniosło się i wszyscy zbrojni, którzy jeszcze żyli, błyskawicznie przegrupowali się i ruszyli z natarciem. Widząc to Algheb dał rozkaz swym gwardzistom by dołączyli do bitwy, przywołując do siebie kolejną falę piechoty.
Bitwa przeciągała się, a szala zwycięstwa przechylała się cyklicznie to na jedną, to na drugą stronę. W końcu cały Dealar czarnych żołnierzy został wybity do nogi, co spowodowało, że Fobos rozkazał zamknąć bramę. Jednak wykończenie czarnych wojowników niewiele pomogło atakującym. Zwierzątka Fobosa sprawiały wrażenie nieśmiertelnych, wilki nosiły na grzbietach tysiące powbijanych strzał, włóczni i oszczepów, lecz mimo to każde z nich kurczowo trzymało się życia. W pewnym momencie jeden z ogarów upatrzył sobie Ure jako kolejny cel. Kilka sekund patrzyli na siebie niemal bez ruchy, jak gdyby wokół nich nie toczyła się żadna bitwa.
Wilk skoczył na Gastona, a ten szybko zeskoczył z konia, który zniknął w paszczy stwora. Ure wbił miecz w ziemię i zdjął łuk z ramienia. Kolejny atak. Stwór znów spudłował, kończąc swój skok na grupce zbrojnych, robiąc z nich dużą krwistą miazgę. Wyciągnął strzałę i napiął łuk. Ogar odwrócił się do niego frontem i już miał ponownie skoczyć, gdy strzała z łuku Gastona zatopiła swój grot w oku bestii. Wilk zawył i skoczył na ślepo. Uderzył głową w zamkowy mur, który zadrżał, a wszyscy łucznicy znajdujący się na nim stracili jednocześnie równowagę.
Ure założył łuk z powrotem na ramię i wyciągnął swój miecz z ziemi. Stwór kołysząc się wyjął łeb z dziury, którą wybił. Gaston wskoczył mu na grzbiet i robiąc zamach zatopił swój miecz miedzy oczami bestii. Ogar zawył i skonał. Walczący zbrojni szybko podchwycili przykład i rozprawili się z pozostałymi zwierzątkami.
Nie trzeba było długo czekać, aż pojawił się taran i zaczęto wywarzać bramę. Ostrzał z murów zelżał, a pozostali przy życiu strażnicy zaczęli wycofywać się do stołpu. Zaryglowano wrota do wnętrza. Brama puściła, a atakujący wdarli się do środka. Z położonych wyżej balkonów zaczęły spadać strzały ulokowanych tam łuczników. Zbrojni unosząc nad siebie swe tarcze, utworzyli chroniona strefę od bramy do wrót zamkowych.
Teraz walczących czekało jeszcze trudniejsze zadanie, niż sam szturm. Zamek był wielki, a w nim wiele komnat i zakamarków, gdzie można było urządzić zasadzkę. Zbrojni podciągnęli taran i zaczęli wywarzać. Grieg i Ure instruowali swych podwładnych odnośnie ataku na komnaty.
Zbrojni, walczący od początku bitwy zostali wycofani na tyły, a ich miejsce zajęli wypoczęci koledzy, z oddziałów, które nie brały jeszcze udziału w walce. Pozostałe oddziały Algheba stały za murami, czekając na efekty szturmu.
Kilkanaście minut i wrota ustąpiły. Gdy tylko to się stało z wnętrza wyleciał grad strzał zabijając kilku najwyraźniej niedoświadczonych wojskowych. Wszyscy pozostali albo zasłonili się tarczami, lub schowali się przy ścianie.
-Granaty!- Grieg i Ure krzyknęli niemal jednocześnie.
Kilku z ich podkomendnych wyjęło po czarnej kuli z torby przytroczonej do pasa i podpaliło lonty. Wrzucili je do środka. Po szeregu eksplozji wszyscy jak jeden mąż wbiegli do środka.

Zoom666 19/02/2010 19:19:38 [Powrót] Komentuj