Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Rozdział IV
Opowiadanie



MENU:

Strona Główna
Dodaj do Ulubionych



KSIĘGA GOŚCI [3] :

Ksiega Gości
Dodaj do Księgi


O mnie:



Jesteś 34859 gościem na moim blogu


Linki:




Ulubieni





Było i minęło...
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec






Lay & HTML by Magda.
Grafika by DeviantArt.
Powered by Blog4u.

Rozdział IV

    Słońce chyliło się ku zachodowi, rażąc swymi promieniami lśniące białym śniegiem zbocza gór na południu. Nieliczne promienie wpadały do wód zamkowej fosy tworząc wspaniałe refleksy na ścianach kamiennej fortecy. Wtedy można było dostrzec to najlepiej. Dużą czarną smugę zaraz pod koroną świecącej gwiazdy. Był to jeden z tych letnich wieczorów w których owe znamię było widoczne z całą swą głębią czerni, jak gdyby ktoś zrobił ślad czarną jak noc farbą na szybie, po drugiej stronie, której malował się obraz zachodzącego słońca.
   Był drugi taki dzień... Jedyny w swoim rodzaju. Dzień w którym słonce rosło na nieboskłonie, gdy jego promienie padały pod prostym kątem na tafle wody, gdy upał sprawiał, że ludzie wysychali na wiór i rozsypywali się w pył. Dzień ten zwany był "Trass Perges" co oznacza "ogień z nieba" i zdarzał się raz na 20 lat. Gdy w ten dzień człowiek spoglądał na słonce mógł wyraźnie dostrzec jakiś cień na tle nieskazitelnej tarczy słońca.
   Ten cień był niegdyś czczony niczym bóstwo, wierzono, że to serce słońca i gdy kiedyś zniknie, oznaczać to będzie początek końca świata, inni wierzyli, że to opiekun ludzi...
   To chyba oczywiste, że owy cień nie był żadnym bóstwem, ani opiekunem. Ludzie nie potrafili wyjaśnić czym TO było, wiec szukali nadprzyrodzonych wyjaśnień dla tego zjawiska. Przez wiele tysięcy lat nikt nie potrafił wyjaśnić czym to było, aż do momentu gdy nocą na nieboskłonie ludzie zaczęli widzieć światła. Czerwone, zielone, niebieskie, mrugające światła tańczące na niebie. Zaczęło się mniej więcej w czasie gdy na tronie zasiadła prawowita władczyni, a jej brat, tyran, został zamknięty w celi w której miał spędzić resztę swych dni. Wówczas większość ludzi odebrała światła na niebie jako przepowiednia dobrobytu, czy też błogosławieństwa na czas panowania nowej władczyni.
   Któregoś dnia jeden z mędrców skojarzył światła na niebie z cieniem na tarczy słońca w dniu "Trass Perges" i wysnuł śmiała teorie, że między powierzchnią ziemi, a słońcem jest zawieszony mały świat i nocne tańce światła na niebie to w rzeczywistości oznaki, że ktoś ten świat zamieszkuje. Owy mędrzec spędzał mnóstwo czasu w towarzystwie księżniczki, słuchając opowieści ze świata w którym się wychowała. Szczególnie fascynowały go te w których opisywała maszyny na przykład samochody, samoloty itp. Kilka razy próbował zbudować prototyp samochodu, ale z oczywistych przyczyn nie mogło mu się to udać. Po pewnym czasie zmienił swoja teorię o światłach na niebie, od tamtej chwili starał się udowodnić, że obiekt świecący na niebie to maszyna, znajdująca się tam z konkretniej przyczyny...
             *            *        *
   Wstał nowy dzień. Przed śniadaniem Fobos zażyczył sobie by przyprowadzono mu rudowłosą. Nim służące podały posiłek, strażnicy przyprowadzili więźnia.
-Wiesz jaka jest twoja sytuacja, prawda?- Zaczął siadając do stołu.
   Nic nie odpowiedziała. Klęczała kilka metrów od niego ze skrępowanymi z tyłu rękami i uzbrojonym strażnikiem za plecami.
-Rozkuj ją- Polecił strażnikowi, ten bez zastanowienia wykonał polecenie.
   Zaskoczył ją tym.
-Siadaj- Powiedział wskazując uprzejmym gestem dłoni miejsce przy stole.
   Zawahała się. Posłuchać czy odmówić?
   Strażnik pchnął ją do przodu. Nie miała wyboru, a jego uprzejmość była tylko na pokaz. Usiadła na wskazanym miejscu.
-Wydajesz się być rozsądniejsza, niż pozostałe- Podjął odkrywając pierwszą z brzegu potrawę- Dlatego jestem skłonny złożyć ci propozycję- ciągnął dalej nakładając sobie na talerz porcję mięsa.
-Na nic nie przystanę- Przerwała mu stanowczym głosem, lecz nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia.
-Jeszcze nic nie zaproponowałem- wyjaśnił- Proszę jedz- wskazał jej potrawy na stole.
   Rozejrzała się, a jej układ trawienny zaczął upominać się o swoje. Chwyciła pierwszy talerz z brzegu i wrzuciła jego zawartość na własny. Cały wczorajszy dzień ona i jej towarzyszki spędziły bez żadnego posiłku, bo wiadra pełnego tygodniowej deszczówki nie można było nazwać posiłkiem, a tylko to dostały. Najpierw zawahała się biorąc widelec do ręki, by po chwili odłożyć go na miejsce i począć jeść palcami.
-Jak już mówiłem, mam dla ciebie propozycje- Podjął znowu zakąszając w międzyczasie z zawartości swojego talerza. Nie przejęła się tymi słowami, w tej chwili liczyła się tylko ulga od głodu.
-Wspaniałomyślnie zostawię twoje przyjaciółki przy życiu- Ciągnął dalej- Jeśli wywiążesz się ze swojego zadania, może nawet je uwolnię.
   Znieruchomiała. Roztrząsnęła coś w myślach i powiedziała
-Nie uwolnisz.
-Skąd to możesz wiedzieć?- Zapytał.
-Nie wypuszcza się ptaszka z klatki- Odpowiedziała- Zwłaszcza, że mógłby kiedyś stać się orłem i zjeść cie na obiad- Dodała.
-Ciekawe- Westchnął- Wczoraj ten orzeł widać nie był głodny- Zaśmiał się wrednie.- Po za tym, ten kanarek, nawet jeśli stałby się orłem, nie będzie już dla mnie groźny- Uśmiechnął się z satysfakcją.
-Tego nie możesz wiedzieć- Skomentowała.
-Ale wiem- odgryzł się- Jeśli zignorujesz moją propozycje ptaszek zgnije w lochu- Dodał uśmiechając się wrednie.- Zastanów się, nim dasz odpowiedź.- Skinął na strażnika, który odkiwnął porozumiewawczo i chwycił dziewczynę za ramie i wywlekł z sali.
                 *            *            *
   Pod zamkową bramą zatrzymała się spora grupa uzbrojonych ludzi, sądząc po broni jaką ze sobą wzięli, byli wieśniakami. Nim dotarli pod bramę, strażnicy widząc, że się zbliżają zamknęli bramę i zaryglowali ją. Tłum zatrzymał się, a człowiek idący na jego czele spojrzał w górę, na mur.
   Na górze, stało w szeregu dwudziestu zbrojnych z łukami gotowymi do użycia.
-Kto idzie?- Zapytał zbrojny z oficerskimi szlifami.
-Eee...- Zaczął rozglądając się po twarzach towarzyszy, uśmiechnął się-miłymi, spokojnymi ludźmi chcącymi zamienić kilka słów z Fobosem w celu wyrzucenia z siebie żalu.
   Wieśniacy namalowali na swych twarzach nieszczere, sztuczne uśmiechy i powoli zaczęli chować za plecami dzierżoną przez siebie broń. Oficer nic nie powiedział. Przez dłuższa chwilę zdawał się trwać w bezruchu, lecz niespodziewanie podniósł rękę do góry, a jego podkomendni napięli łuki.
   Wieśniacy zaczęli się powoli cofać, jakby chcieli przez to powiedzieć coś w stylu "nie było nas tu". Nie wiedzieli czy mają stać i czekać czy uciec.
   Oficer puścił szybko rękę, dając rozkaz puszczenia cięciw. Świst strzał i było po wszystkim. Nie zginęła nawet 1/3 z wieśniaków, jednak wszyscy co przeżyli uciekli w popłochu gubiąc broń, a nawet zdarzało się, że i buty.
   Tymczasem gdzieś w głębi wioski, pewien kowal wykuł miecz. Lśniący, długi z okiem na klindze.
-Dzieło mego życia- Rzekł kowal- Oddaje go tobie, panie.
-DZIĘKUJE. JESTEŚ WIERNYM SŁUGOM. ZOSTANIESZ NALEŻYCIE NAGRODZONY.



Zoom666 28/06/2013 11:00:55 [Powrót] Komentuj